Sylwester 2003/2004
Sylwestra spędziłam w kameralnym gronie: ja i 4 osoby - dwie kobiety, dwóch mężczyzn. Nie miałam w ogóle ochoty na huczną zabawę. Od kilku lat marzę o tym, by w sylwestra się wyspać, położyć się przed północą. W ubiegłym roku położyłam się spać o w pół do pierwszej.
Przygotowałam sałatkę jarzynową - robię bardzo dobrą, choć kuchnia nie jest moją domeną, talerz wędlin, zapewniłam pieczywo. Krucho u mnie z finansami, szczególnie ostatnio. Choć nigdy dobrze mi się nie powodziło. Kilka dni temu oczyszczałam filtr w pralce, w ktorym znalazłam 5 zł. Ucieszylam się niezmiernie. Zakupiłam papierosy, a pieniądze na pieczywo zebrałam z monet kilkudziesięciogroszowych. Zakupiłam za to pięć kajzerek (bułek).
Pierwszy gość przyszedł o godzinę za wcześnie.
Dziwny był to Sylwester.
Toczyliśmy dyskusje na bardzo poważne tematy. Posiłkowaliśmy się Pismem Świętym. Po wzniesieniu toastu śpiewaliśmy popularne pieśni bożonarodzeniowe, co moja koleżanka skomentowała:”sąsiedzi pomyślą zapewne, że Sylwestra świętuje młodzież oazowa”. Nie obyło się oczywiście bez czułości, tkliwości. Czlowiek pijany rozkleja się czasami. Zdarza mi się to bardzo rzadko. Koleżanka moja- bardzo dobra zresztą, w przypływie miłości zaczęła mnie obłapiać, przytulać, dotykać czule. Nie byłam w stanie oodwzajemnić tych serdeczności. Byłam zbyt zmęczona. Usnęłam na kanapie. Mówiono mi, że w trakcie snu zraszano mi usta alkoholem, inna koleżanka składała pocałunki na moim nosie. Spałam tak do godziny piątej, a później przeniosłam się do swojego pokoju.
Obudziłam się o 10:10. potwornie bolała mnie głowa.
anita-m 2004-01-03 02:09:14